Wśród poruszanych przez nas ślubnych tematów często pojawiają się pytania dotyczące save-the-date, czym jest czy warto je przygotować i do kogo kierować? Poniżej znajdziecie odpowiedzi na nurtujące Was pytania.

Czym jest save the date?

"Save the date" w wolnym tłumaczeniu "Zapamiętaj tą datę" to powiadomienie o planowanym ślubie, przyjęciu czy imprezie. Jest ono wysyłane przed dostarczeniem formalnych zaproszeń. Zwyczaj wręczania STD jest bardzo popularny w USA, od pewnego czasu nieśmiało wkracza do Polski ;).

Czy warto wysłać save the date?

Save the date warto wysłać, jeśli planujemy zorganizować ślub np. w popularny weekend wakacyjny, gdy zapraszamy kogoś z daleka. Goście, którzy mają długą drogę do przebycia mogą dzięki temu przygotować się na przyjazd np. zabookować bilet, czy zarezerwować dzień wolny w pracy.

Kiedy i komu wysłać save the date?

W myśl ogólnie przyjętej zasady save the date wysyła się na 8-6 miesięcy przed ślubem. Zawiadomienie kierujemy do tych osób, które chcemy, aby uczestniczyły w uroczystości, czyli do wszystkich gości, którym wręczymy oficjalne zaproszenia. Save the date nie wysyłamy gościom, których tylko zawiadamiamy.

Jaką formę save the date wybrać?

STD może mieć formę pocztówki, małego bileciku lub oryginalnego gadżetu. W treści zawiadomienia powinna znaleźć się data ślubu, imiona Pary Młodej oraz miejsce - miejscowość (jeśli lokalizacja jest już potwierdzona).

Ciekawym pomysłem na save-the-date jest wręczenie gościom gum do żucia Orbit  z wizerunkiem Zaręczonych i datą ślubu. Naszą propozycję znajdziecie na zdjęciach poniżej. Spersonalizowane opakowania znajdziecie i zaprojektujecie sami na www.jedz-pij-zuj.pl, wystarczy tylko przygotować wcześniej wspólne zdjęcie. 

A jakie Wy macie pomysły na save the date?

Jeśli macie zamiar sami przygotować ślubne dodatki mam nadzieję, że to Was zainteresuje.

Wyszukałam kilka ciekawych czcionek tzw. handwritten, które z powodzeniem można wykorzystać do stworzenia winietek, czy chociażby zaadresowania zaproszeń.

1. Mathilde / 2. Calendary Hands / 3. JBCursive-V3 / 4. KG The Fighter / 5. Throw My Hands Up in the Air / 6. Viva La Vida / 7. Tomasz Skowronski

Czcionki możecie pobrać z linków powyżej. Są płatne, tylko w przypadku komercyjnego wykorzystania.

Pamiętacie nasz post o wykorzystaniu starych kliszy do zrobienia ozdób weselnych? Jeśli nie, zajrzyjcie tutaj.

Dziś chciałybyśmy zaprezentować Wam coś, co idealnie wpisuje się w ten motyw przewodni - zaproszenia skryte w pojemniku po analogowym filmie fotograficznym. Bardzo ciekawa i nietypowa forma zaproszenia - w kasetce, zamiast filmu znajduje się wiadomość o terminie i miejscu przyjęcia. Czcionka stylizowana jest na pisaną za pomocą starej maszyny do pisania. Krótko, zwięźle i na temat. Bez zbędnych ozdobników. Założymy się, że każdy z gości zachowa to zaproszenie na pamiątkę i nigdy nie zapomni o Waszej rocznicy ślubu :) 

źródło zdjęć: trevor larissa

Jesteśmy fankami personalizowanych zaproszeń i do każdego oryginalnego pomysłu podchodzimy z wielką fascynacją.

"Cześć! Proszę, nadmuchaj balon!"

Tekst zaproszenia nadrukowany na balon. Balon przywiązany do karty i zapakowany w elegancką kopertę lub pudełko - brzmi ekstra! Ten oryginalny pomysł na zaproszenie znalazłyśmy w Studio L’office optimist, specjalizującym się w grafice logo, wizytówek i m.in. personalizowanych zaproszeń!

Wyobrażamy sobie jakie zdziwienie musi towarzyszyć gościom, którzy aby przeczytać treść zaproszenia muszą nabrać dużo powietrza do płuc! Przekazywanie zaproszeń może być niezłą zabawą - proponujemy zabrać ze sobą aparat ;) Dla tych, którzy boją się, że czytaniu zaproszeń może towarzyszyć wielkie boom, uspokajamy, że treść należy umieścić także na odrębnej karcie ;)

Personalizowany nadruk na balonach możecie zamówić w firmach, które zajmują się tego typu drukiem w celach reklamowych. W cenę takiego zaproszenia musicie wliczyć również koszt matrycy (ok. 70 zł) i większą ilość balonów min. 100 szt. przy indywidualnym zamówieniu (ok. 70 gr/szt.).

źródła: emilieinc / julietmarriesromeo 

Stało się już tradycją, że początek roku to gorący okres w branży ślubnej. Sezon w Poznaniu zainaugurowano 8 Stycznia VIII Poznańską Galą Ślubną na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Ekipa różowej bezy odwiedziła imprezę w poszukiwaniu informacji i inspiracji.

Poznańskie Targi cieszą się dużym zainteresowaniem, ilość odwiedzających z roku na rok wydaje się coraz większa i można stwierdzić, że wszędobylski kryzys branży nie dotyka. Pojawiając się punktualnie o godzinie 10:00, mogłyśmy zaobserwować falę napływających ludzi. Luźno i swobodnie było zaledwie przez 40 minut. Chwilę później przejście pomiędzy stoiskami wymagało sprytu i sprawności fizycznej.

Duża liczba zainteresowanych ma swój pozytywny wydźwięk, wskazuje na fakt, że przyszłe pary młode chcą wiedzieć dokładnie co oferuje rynek i są otwarte na nowe rozwiązania.

Na tegorocznych targach przekrój różnorodnych firm zajmujących się tematyką ślubną był duży i spełnił nasze oczekiwania. Na liście wystawców można było znaleźć zarówno salony sukien ślubnych, hotele, restauracje, sale weselne, wizażystki, kwiaciarnie, wedding planerów, fotografów jak również firmy oferujące dodatkowe usługi w postaci wypożyczania czekoladowych fontann, barów alkoholowych itp. Głównym punktem na mapie stoisk była scena, na której przez cały czas trwania targów odbywały się pokazy oraz organizowano konkursy z licznymi nagrodami.

Pomimo szerokiej oferty lokali weselnych, trudno mówić o wyborze podczas targów wymarzonego miejsca (oczywiste jest, że każdy chce na żywo zobaczyć salę i spróbować menu), ale jest to idealny moment dla pań poszukujących sukien ślubnych. Właśnie na targach mają możliwość zapoznania się z ofertą liczących się na rynku salonów ślubnych w jednym miejscu. Jest to zdecydowane ułatwienie. Daje możliwość porównania oferowanych modeli z różnych kolekcji, dotknięcia tkanin i umówienia się na przymiarki. Targi to również dobre miejsce na znalezienie fotografa. Możliwość obejrzenia końcowych efektów prac w postaci albumów, fotoksiąg, pomaga podjąć ostateczną decyzję. Jest to ważny element oferowanej usługi, którego nie można zobaczyć i ocenić przeglądając strony internetowe.

Naszą uwagę przykuła firma zajmująca się oświetleniem sal, która ze zwykłego, pustego wnętrzna za pomocą kilkunastu lamp potrafiła stworzyć salę balową rodem z hollywoodzkiego filmu. Dużym zainteresowaniem cieszyli się wystawcy zapewniający wynajem fontann czekoladowych. Spodobała nam się usługa firmy oferującej wynajem budek fotograficznych. Goście mogą w niej tworzyć zabawne zdjęcia i skompletować tym sposobem pamiątkowy album dla Pary Młodej. Zauważyłyśmy także, że coraz odważniej na polskie sale weselne wkraczają zagraniczne trendy np. „Candy Bar”, czyli stół zastawiony słodyczami – piankami, ciasteczkami, lizakami i cukierkami, które oczywiście kolorystycznie współgrają z resztą ozdób.

Niestety nic, co znalazłyśmy podczas wizyty na tych targach nie wzbudziło w nas zaskoczenia i efektu pt. „woooow tego jeszcze nie widziałam!!!”, a tego właśnie poszukiwałyśmy. Z przykrością trzeba przyznać, że poziom polskich targów nadal daleko odbiega od tego, co proponują zagraniczne eventy. Dużą część wystawiających się firm stanowiły nowe, małe, dopiero rozwijające się pozycje na ślubnym rynku. Część zapamiętanych, interesujących wystawców z zeszłego roku nie pojawiła się 8 stycznia. Zdziwiła nas bardzo uboga oferta cukierników i brak możliwości spróbowania weselnych wypieków.

Poszukiwałyśmy także specjalnych ofert sprzedażowych, jednak proponowane rabaty sięgały 10-15 %, co w naszej opinii nie były żadną szczególną okazją.

Pomimo kilku minusów jednogłośnie stwierdzamy że na początku drogi pod tytułem „organizacja własnego ślubu” warto się wybrać na targi, przymknąć oko na tłumy, bo jest to dobre miejsce żeby rozpoznać sytuację na rynku, zebrać kontakty do lokalnych firm, potem na spokojnie w domu przejrzeć i wybrać to co nas interesuje.