Szukając idealnego miejsca na przyjęcie weselne wyznaczyłam sobie za cel: salę, która pomieści ok. 90 os., ale o kameralnym charakterze, miejsce w otoczeniu zieleni, przede wszystkim z dobrą kuchnią! Pomimo szerokiej oferty na wielkopolskim rynku znalezienie idealnego lokalu okazało się nie lada wyzwaniem. Większe obiekty (hotele, restauracje) oferują duże sale, gdzie 90 osób ginie na dużej przestrzeni, a dla zapewnienia kameralności wykorzystywane są parawany ;>. Z kolei te mniejsze (głównie pałace, dworki) rozsadzają gości nawet w kilku pomieszczeniach, a to było nie do przyjęcia.

Na to miejsce natrafiłam podczas zeszłorocznych targów ślubnych. Zaciekawiona zdjęciami z folderów reklamowych (piękny pałac w otoczeniu drzew) z niedowierzaniem patrzyłam na mapę, gdy okazało się, że znajduje się ono prawie w centrum Gniezna.

Pałac Balcerowo, bo o nim mowa, zlokalizowany jest przy ul. Wrzesińskiej, nieopodal stadionu żużlowego ok. 7 min. drogi samochodem z samego centrum miasta. Obiekt posiada bogatą historię. Pod koniec XIX w. był rezydencjonalnym pałacykiem właścicieli pobliskiej cukrowni, poźniej świetlicą zakładową, przedszkolem, aż w końcu zaniedbany popadł w ruinę. W obecnej formie funkcjonuje od 2011 r., kiedy to ukończono jego renowację. Inwestorzy - Rodzina Pietrak - przywrócili mu pierwotną formę i dawny blask, aranżując poziom parterowy na salę przyjęć, natomiast wyższe kondygnacje na pokoje hotelowe.

Wokół Pałacu znajduje się dobrze zachowany park ze starodrzewiem, który nadaje klimatu i podkreśla dworski charakter miejsca. Uroku całości dodaje efektowna, kaskadowa fontanna zlokalizowana przed Pałacem. Z kolei z drugiej strony budynku od niedawna funkcjonuje niewielka oranżeria. 

Cały teren jest ogrodzony, a na jego obszarze zmieścił się też parking dla gości. Sąsiedztwo może nie najpiękniejsze, ale powiązane z historią tego miejsca (pozostałości po cukrowni), jest dobrze odizolowane zielenią i nie stanowi dysonansu estetycznego. Nocą, podczas imprez, Pałac jest pięknie oświetlony. Fasada mieni się w żółto-fioletowych barwach, a wzdłuż głównej alejki palą się świece.

Pałac może przyjąć (bez nadmiernego tłoku) ok. 100 gości, zapewniając ok. 25 miejsc noclegowych.

Idealny w mojej ocenie rozkład pomieszczeń w kształcie litery U: duża sala balowa od strony parku, połączona z parkietem, dalej mniejsza sala (miejsce na kanapy i bufet dla gości) uczynił to miejsce moim faworytem. Na pierwszy rzut oka problem stanowił jedynie mały parkiet do tańczenia. Jednak w praktyce okazało się, że sprawdza się bez problemu podczas przyjęć na ok. 90 os. (podczas których i tak nie wszyscy tańczą na raz).

We wnętrzu panuje przyjemna atmosfera w pałacowym stylu, ale bez nadmuchanych, przesadzonych zdobień. Jasne pomieszczenia nadają nowoczesny charakter, a stare meble przypominają, że jest to miejsce z historią. 

Dużym atutem Pałacu jest pyszna kuchnia! W menu można znaleźć m.in. polędwiczki w musie cielęcym z liśćmi winogron, łososia w ziołowo-korzennej marynacie lub roladę wołową po staropolsku. Znajdzie się coś dla smakosza i wielbiciela tradycyjnej kuchni. Obsługa z którą się spotkałam była w pełni profesjonalna i spisała się bez zarzutu.

W mojej ocenie miejsce zasługuje na ocenę dobrą z plusem i śmiało mogę stwierdzić, że jest godne polecenia!

strona Pałacu: hotel-pietrak.home.pl/balcerowo/

Wy też tak macie, że po powrocie z wakacji nie przeglądacie od razu zdjęć tylko zostawiacie je na później? Ja zaliczam się do tych osób:) Lubię zostawić szczegółowe przeglądanie zdjęć na później, na czas kiedy już wdrożę się w pracę i domowe zajęcia, prawie zapominając, że byłam na urlopie. Wtedy przeglądanie wakacyjnych kadrów sprawia mi największą frajdę:) Podobnie było i w tym roku. Przeglądając i wybierając te, które warto wywołać dla potomnych postanowiłam podzielić się moimi wrażeniami.

W tym roku planowaliśmy nasz urlop tzw. rzutem na taśmę. Postanowiliśmy spędzić go nietypowo, bo nie na słonecznej plaży tylko w mieście...Ale jakim mieście...najwyżej położonej stolicy w Europie, czyli Madrycie. To była moja pierwsza wizyta w Hiszpanii, ale sądzę, że nie ostatnia. Oto moje spostrzeżenia i wrażenia z tej dziewiczej wyprawy:) 

Po pierwsze - przyjemna pogoda 

Ze względu na fakt, że Madryt jest położony mniej więcej na wysokości 600 m. n.p.m. jest tam bardziej sucho niż na niższych terenach, stąd temperatura ponad 30 st. jest o wiele lepsza do zniesienia, bo nie ma wszechogarniającej wilgoci. Jest oczywiście gorąco, ale człowiek nie poci się stojąc w miejscu :) 

Po drugie - zamarzyłam o własnym balkonie. 

Każde mieszkanie posiada minimum dwa balkony, a w większości jest tak, że każde okno ma mały klimatyczny balkonik, na którym z przyjemnością można wypić poranną kawę a wieczorem pogadać z sąsiadem sącząc wino:) 

Po trzecie - zielone, zadbane parki 

Zieleń jest w Madrycie na każdym rogu. Jak nie park, to zielone rondo, jak nie drzewa liściaste to palmy, jak nie krzewy wzdłuż uliczek to piękne kwiaty w donicach.

Po czwarte - jedzenie 

Paella, jamon, tortilla, churros i tinto de verano...musicie spróbować:)

Po piąte - jeden z najfajniejszych dworców kolejowych jakie widziałam

Palmy i hodowla żółwi:) Estacion de Atocha w samym środku miasta.

Po szóste - trzy najważniejsze tytuły w piłce nożnej zdobyte pod rząd:) 

Szkoda tylko, że już odpadli z Olimpiady:) Mieliśmy szczęście być  w Madrycie, gdy Hiszpania wygrała Puchar Euro, towrzyszła temu fiesta i śpiewy do białego rana. Widzieć najlepszych piłkarzy z bliska bezcenne:) 

Po siódme podróże kształcą i jeśli tylko będziecie mieli okazję odwiedzić Madryt nie wahajcie się go zwiedzić po swojemu:)

Pewnie już myślicie o tegorocznym urlopie. Ja swój już odbyłam. Razem z moim Przyszłym Mężem postanowiliśmy odwiedzić przyjaciółkę w Madrycie, w gorącej Espanii :) Cały zeszły tydzień spędziliśmy zwiedzając to piękne miasto - spacerowaliśmy klimatycznymi uliczkami i placami, podziwialiśmy majestatyczne kamienice i przepiękne parki, delektowaliśmy się pyszną kuchnią i winem, no i oczywiście korzystaliśmy z wyśmienitej pogody. Czego można chcieć więcej na urlopie? Na zachętę kilka zdjęć.

Enjoy

Uczestniczycie w obchodach Nocy Kupały? W tradycji słowiańskiej to jedno z najradośniejszych świąt w roku, poświęcone żywiołom o oczyszczających mocach, czyli wodzie i ogniu. To również święto Słońca i Księżyca. Istnieje nawet litewska pieśń, nawiązująca do Nocy Kupały, która opowiada ich miłosną historię: "Po stworzeniu świata, Księżyc ożenił się ze Słońcem. Kiedy jednak Słońce po nieprzespanej nocy poślubnej wstało i wzniosło się ponad horyzont, Księżyc je opuścił i zdradził z Jutrzenką. Od tamtej pory oba ciała niebieskie są wrogami, którzy nieustannie ze sobą walczą i rywalizują – najbardziej podczas letniego przesilenia, kiedy noc jest najkrótsza, a dzień najdłuższy."

Noc Kupały to przede wszystkim święto miłości i płodności. Wszelkie obrzędy przeprowadzane podczas tej nocy miały zapewnić świętującym miłość, zdrowie i urodzaj. Tym najbardziej znanym jest puszczanie wianków, które stanowiły swoistą wróżbę dla puszczających je młodych dziewczyn. Jeśli wianek został wyłowiony przez kawalera, oznaczało to szybkie zamążpójście. Jeśli odpłynął, dziewczyna wyjdzie za mąż, ale nieprędko, gdy spłonął doszczętnie, utonął lub zaplątał się w sitowiu, prawdopodobnie zostanie ona starą panną ;). 

W czasach, gdy kojarzenie małżeństw należało do rodziny, dla dziewcząt, które chciały uniknąć zwyczajowej formy dobierania partnerów Noc Kupały była szansą na zdobycie tego wybranego. W porozumieniu z dziewczętami kawalerowie wyławiali konkretne wianki, w ten sposób łącząc się w pary i unikając złośliwych komentarzy. Ha!

Tradycja Nocy Kupały może nie w takim stopniu jak kiedyś, ale podtrzymywana jest do dziś. W Poznaniu oprócz tradycyjnych obrządków, Fundacja ARS od trzech lat organizuje widowisko puszczania lampionów, które unosząc się do nieba mają symbolizować spełniające się życzenia. To dobry pomysła na to, aby pokazać jak ciekawe może stać się połączenie tradycji z nowoczesnością. W tym roku była to próba bicia rekordu Guinessa, który na razie należy do Indii. 25 marca 2012 r. wypuszczono tam w niebo 11 856 lampionów, znalazłyśmy też niepotwierdzone informacje, że rekord ten został pobity w Rumunii - 12 500 wypuszczonych lampionów. Nie mamy jeszcze informacji jaki wynik udało się osiągnąć w Poznaniu. Poniżej kilka zdjęć z wczorajszego wieczoru.

Wielkie wrażenie zrobiło na nas to przyjęcie weselne, szczególnie miejsce, w którym się odbyło. Muzeum Lotnictwa w Seattle i samolotowy motyw przewodni.

Sala wyjątkowa i nietypowa, z pewnością zostanie w pamięci gości na długi czas. Każdy szczegół dekoracji przyjęcia dopracowano w 100 procentach.

Parę Młodą przy wyjściu z ceremonii spotkał deszcz spadających, papierowych samolotów.

Na gości czekały słodkie, podniebne upominki.

Tablice informacyjne nawiązywały do tablic ustawianych na lotniskach.

Dania podobnie jak w samolocie, podawano w porcjach na talerzach. Na stołach znalazł się też cukier w papierowych torebeczkach.

Pod sufitem podniebne maszyny.

Oprócz tego druhny w okularach Aviatorach...

...i ogólnie panujący klimat podróży.

źródła zdjęć: Studio6now

W odległości ok. 20 km od centrum Poznania, we wsi Biskupice znajduje się gościniec / restauracja / park botaniczny "Siedem drzew". Natknęłyśmy się na to miejsce podczas tegorocznych targów ślubnych w Poznaniu. Nazwa od razu wpadła nam do głowy, po przejrzeniu strony www stwierdziłyśmy, że jest to punkt warty odwiedzenia na etapie poszukiwań miejsca na przyjęcie weselne. Nie nastawiałyśmy się na fajerwerki. Wielkie było nasze zaskoczenie, gdy zobaczyliśmy Gościniec na własne oczy...

Powodem do budowy Gościńca stał się park botaniczny. Tworzony został przez seniora rodu Sękowskich (Właścicieli) przez ostatnie 50 lat, służąc jedynie uciesze najbliższej rodziny. Po jego śmierci Spadkobiercy postanowili dać możliwość korzystania z uroków parku także innym! Zaskoczyła nas różnorodność jaką udało się stworzyć na tym niewielkim wycinku gruntu. Całość obszaru podzielono na ogrody tematyczne, znajdziecie tam m.in.: ogród sklany, japoński, w stylu francuskim, ziołowy. 

Na potrzeby pensjonatu i restauracji zaadaptowano stare budynki gospodarskie, znajdujące się w sąsiedztwie parku. Pierwsze co rzuca się w oczy to drewno, kamień i niesmowita dbałość o detale. Do pomieszczeń wpleciono wiele elementów przywiezionych z różnych zakątków Wielkopolski oraz Pomorza. Największe wrażenie robi konstrukcja drewnianego, 150-letniego wiatraka, który stanowi centralny punkt sali restauracyjnej.

Pośrodku parku botanicznego znajduje się drewniania altana, która jest idealnym miejscem do przeprowadzenia pięknej ceremonii ślubnej, w urokliwych okolicznościach przyrody, w otoczeniu kwiatów, drzew.

Biorąc pod uwagę Gościniec jako miejsce na organizację przyjęcia należy podkreślić, że dużym atutem jest rozkład sal w budynku: sala restauracyjna połączona szerokim przejściem z salą taneczną. Zapewnia to swobodę rozmowy przy stołach, ale i pogląd na to co dzieje się na parkiecie. Kolejnym plusem jest poczucie prywatności na całym terenie. Pomimo, że w bezpośrednim sąsiedztwie są inne zabudowania, to drzewa i rośliność skutecznie odgradzają od wścibskich spojrzeń sąsiadów ;)

Cena organizacji przyjęcia na tle większosci lokali w okolicach Poznania, jest zdecydowanie konkurencyjna. W Gościńcu znajduje się kilka pokoi, więc nie ma problemu z noclegiem dla najbliższych gości.

Podczas wizysty miałyśmy okazję spróbować kuchni, która bazuje na tradycyjnych potrawach z Wielkopolski. Dodatkowo jest urozmaicona zaskakującymi składnikami z własnego ogrodu. Wszystko smaczne i pięknie podane. Na zdjęciach koktajl Shrek'a i pokrzywowa zupa Babci.

Minusem Gościńca jest mało komfortowy dojazd. Obecnie można tam dojechać wąską uliczką, w którą niestety nie zmieści się autokar np. z gośćmi. Zapewniając gościom zbiorowy transport należałoby ich wysadzić wcześniej i pozwolić się kawalek przespacerować ;) Jednak Właściciele zapewniają, że pracują już nad nową drogą, która rozwiąze ten problem. 

Oczywiście wszystkie informacje możecie znaleźć na stronie internetowej siedemdrzew i mamy nadzieję, że nasze zdjęcia zachęcą Was do odwiedzenia tego wyjątkowego i smacznego miejsca. 

Podczas gdy reszta kraju topiła się w upalnych, letnich temperaturach nad morzem królowała "zima" z temperaturą maksymalną 12 stopni C i silnym wiatrem, który nie pozwalał na swobodne plażowanie.

Nieważne czy zimno czy upał Bałtyk jest piękny o każdej porze roku! Poniżej kilka ujęć z wyprawy w okolicę malowniczej i tajemniczej wyspy Wolin.